IMG_7535

– Wielu aktorów chciałoby mieć własny, mały teatr, ale dla większości pozostaje on marzeniem. A oni to zrobili! – powiedzieli o Jadwidze i Tadeuszu Kutach tancerze światowej klasy i sławy Hiszpanka Nazareth Panadero i Janusz Subicz. Do Michałowic przyjechali na „Wakacyjną Loterię Kabaretową”.

IMG_7536

Janusz Subicz wyjechał z Polski w połowie lat 70. poprzedniego wieku, gdy występował w Teatrze Wielkim w Warszawie. – Chciałem się uczyć, rozwijać, poznawać – wspomina.

Trafił do Francji, gdzie w 1976 – podczas pracy w balecie w Angers – poznał Hiszpankę z Madrytu Nazareth.

– Razem zatańczyliśmy w punkcie kulminacyjnym baletu. Od tego się zaczęło między nami… – opowiada.

Janusz Subicz i Nazareth Panadero pod koniec lat 70. zostali zaangażowani do awangardowego Tanztheater Wuppertal Pina Bausch w Niemczech. Wraz z nim i jego szefową, a zarazem mistrzynią, Piną Bausch, występowali regularnie w różnych zakątkach świata.

Nazareth tańczy w tym zespole nadal, Janusz Subicz odszedł w latach 90., ale pozostaje blisko – współpracuje z nim, jak również prowadzi warsztaty artystyczne w różnych krajach.

Tanztheater Wuppertal Pina Bauch ma się dobrze, choć musi radzić sobie bez swojej twórczyni. Pina Bausch zmarła przed kilkoma laty.

– Mieszkaliśmy we Francji, teraz w Niemczech, po drodze była też Hiszpania, skąd pochodzę, ale Janusza zawsze ciągnęło do Polski. Tęskni za swoim krajem – opowiada Nazareth Panadero.

– Dlatego wiele lat temu kupiliśmy dom, a właściwie ruinę, w Jagniątkowie. Krok po kroku staramy się go odbudowywać – tłumaczy Janusz Subicz.

Jagniątków sąsiaduje z Michałowicami, co pozwala renomowanym tancerzom bywać w Teatrze Naszym. I to od lat, dzięki czemu znają doskonale historię Teatru Naszego Jadwigi i Tadeusza Kutów.

– To niesamowite, czego dokonali – oceniają. – Wydawało się początkowo, że wybrali się z siekierą na księżyc, a jednak wytrwali…

Jak podkreślają, Teatr Nasz jest fenomenem także dlatego, że prezentuje profesjonalny poziom artystyczny, a jego utrzymanie w ogromnym stopniu jest możliwe dzięki pracy własnej właścicieli-aktorów.

– To byłaby zupełnie inna historia, gdyby chodziło o wzięcie kredytu przez inwestora i zwykłą budowę – tłumaczy Janusz Subicz. – W ogóle w obecnych czasach, żeby być artystą, trzeba być szalonym, upartym i bohaterskim. I oni – państwo Kutowie, właśnie tacy są.

– To teatr z własnej ręki! – podsumowuje Nazareth Panadero.