Aktualności

Wielcy artyści, z dużej litery...

Rozmowa z Krystyną Czubówną, prezenterką i lektorką telewizyjną i radiową.

- Jak się Pani podobało na spektaklu w Teatrze Naszym?
- Znam Teatr Nasz bardzo długo, może nie tyle dokładnie, ile on trwa, ale około 20 lat. Wydaje mi się, że pierwszy raz tu przyjechałam dlatego, że gościłam z Radiową Trójką w pobliskim hotelu "Las". Potem każdy pobyt w tych stronach owocował tym, że wykonywałam telefon, rezerwowałam bilet i przyjeżdżałam. Teraz jestem tydzień z rodziną w Świeradowie. Wiedziałyśmy, jakie są spektakle, co będzie grane. Ale nawet gdyby grali to, co znamy, bo bardzo wiele spektakli już oglądałyśmy, i tak byśmy przyszły, bo to jest zawsze czas zyskany. Dziś zagrali przedstawienie ("Szczęściarze" - od redakcji), które jest dla nas nowością. Jutro znowu przyjeżdżamy, specjalnie, na "Deja vu..." , bo też go nie znamy.

- Podoba się tu Pani sztuka, czy całość - Teatr Nasz jako miejsce, ze swoim genius loci, tymi sympatycznymi kolacjami, rozmowami przy stołach...
- Pamiętam czasy, gdy był tu tylko budynek teatru. Tych cudownych spotkań po spektaklach, tego "afterparty",  nie było. Przyjechałam tu drugi raz i kolejny dlatego, że te przedstawienia zrobiły na mnie wrażenie. Dziś to jest już skomponowana całość. Rzeczywiście genius loci jest wyczuwalne... Ale nie umiałabym powiedzieć, co mnie tu ciągnie. Jadwiga i Tadeusz mają rodzaj pewnego magnetyzmu. Cokolwiek robią na scenie, warte jest przeżycia i przetrawienia. Warto zostać z tym, co nam tu pokazują i zastanowić się nad treściami, które przekazują.  Poza tym - jako osoba swojego pokolenia - jestem wrażliwa na sztukę teatralną. To, co oni prezentują na scenie, jest tym, czego oczekuję od ludzi teatru: rzemiosła aktorskiego. To mi się w nich szalenie podoba, abstrahując już od warstwy słownej przedstawień.
Jestem zachwycona niezmiennie ich aktorstwem. Być może jestem specjalnie na tym punkcie wyczulona, bo to moje niespełnione marzenie z dzieciństwa.  Wprawdzie ja gdzieś tam poszłam...

- Pokrewnie...
- Tak. Przez zupełny przypadek okazało się, że marzenie grania na scenie można przekuć troszkę inaczej, w coś innego, niż aktorstwo sensu stricto.
Do teatru jednak przychodzę, bo jestem głodna takiego teatru, jaki był dawniej. Tu to wszystko jest. Bo to są wielcy artyści, z dużej litery.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Leszek Kosiorowski

Posłuchaj rozmowy:

Zapisz się do naszego Newslettera Bądź na bieżąco

Zapisując się do Newslettera wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych przez Teatr Nasz w celu otrzymywania informacji o działalności Teatru.